Wyjątkowy piątek 13


Witam! Wpadam do was, żeby zameldować, że jestem już po porodzie :). Oliwia urodziła o 8.20 rano w piątek 13. Duża (3689g), dosyć długa (57 cm), zdrowa i żądna cyca :D . 
Ma bardzo bujną czarną czuprynkę i wyjątkowo ładne pazurki u dłoni. Okazała się być największym bobasem na oddziale (na tamten moment). Klusek mój! 
Jeśli chodzi o mnie to trzymam się dużo lepiej niż po pierwszej cesarce. Wstałam z łóżka już po 8 godzinach od operacji. Nie żeby było lekko, ale uparłam się, że tym razem wrócę szybciej do normy. Ogólnie przez pierwsze dwa dni w szpitalu radziłam sobie całkiem dobrze mimo doskwierającego bólu. Możliwe, że pomogło mi wcześniejsze psychiczne nastawienie się na to co mnie czeka. 
Ale żeby nie było, że taka bohaterka ze mnie przyznam, że w końcu i tak nie wytrzymałam ciśnienia.

Ale od początku... 



 PRZED OPERACJĄ

Godzinę przed operacją polecono mi prysznic i podano tabletkę na zmniejszenie kwasowości w żołądku. Później podłączono mnie na 30 minut pod KTG. Leżałam i leżałam... i zaczęłam się stresować na poważnie. Następnie, (kiedy już wychodziłam z siebie z nerwów :P )przyszła pani pielęgniarka i zaprowadziła mnie na cewnikowanie. Zabieg ten był najnieprzyjemniejszym co mnie spotkało tego dnia. Nie polecam! 0_0 No i mnie zaprowadzili na salę operacyjną. Kiedy przeszłam przez drzwi ujrzałam białe bijące światło, łóżko operacyjne ustawione pośrodku i z 6 osób ubranych w zielone wdzianka z maskami na twarzach. Widok ten zrobił na mnie niezapomniane wrażenie. Dopiero wtedy poczułam powagę zaistniałej sytuacji :P . 
 
OPERACJA

Sama operacja okazała się być niegroźna. Bezbolesna, szybka i w miłej atmosferze. Znieczulenie międzykręgowe nie bolało, nie przeraziło mnie uczucie "nóg z kamienia" i nie czułam dyskomfortu podczas wydobywania ze mnie dziecka. Cały czas koło mojej głowy siedziała pani anestezjolog, która umiejętnie zagadywała mnie podczas całego zabiegu. 

CZAS PO OPERACJI
Po wszystkim przystawiono mi Oliwkę do policzka na przywitanie, powiedziano ile waży, mierzy i poinformowano, że dostała 8/10 punktów, ale nie mam się czym martwić, bo brakujące dwa były spowodowane tym, że miała troszkę płynu w buzi do odplucia, który po chwili został z niej usunięty. Przerzucono mnie na salowe miękkie łóżko i przewieziono na salę położnic. Leżałam tam podłączona do kroplówki aż do kolacji. W między czasie przyniesiono mi na trochę Oliwkę do zaprzyjaźnienia się z cycem :) . Później dostałam kleik, który zjadłam jeszcze na leżąco, następnie z pomocą męża, udało mi się wstać i postawić pierwsze kroki. Drepcząc powoli po holu zostałam określona "niesamowitym zjawiskiem" i pochwalona za waleczność przez pielęgniarki. Ktoś nawet wskazywał mnie palcem :P . Dziewczyny rodzące dzień przede mną przyglądały mi się z niedowierzaniem, bo same jeszcze nie ruszyły się z łóżek. Byłam z siebie dumna i zadowolona, chociaż czułam mega ból przy każdym postawionym kroku i wcale nie dziwiłam się koleżankom z sal obok, że nie walczą jeszcze o poruszanie się, tym bardziej, że większość z nich przeżywała właśnie swoje pierwsze cięcie w życiu. Późnym wieczorem zabrano mi małą, dostałam morfinę i poszłam spać. 

 DRUGI DZIEŃ W SZPITALU - NIESZCZĘSNE BABY BLUES

 Następnego dnia rano przyniesiono mi Oliwkę już na stałe. Dzień minął mi na karmieniu, czołganiu się do przewijaka w bólach :P , przyjmowaniu gości i jedzeniu szpitalnych smakołyków typu - mleko z ryżem + kromka chleba lub kanapki z szynką konserwową. Nadszedł wieczór.. 
Przed położeniem się wieczorem do łóżka, wpadłam w panikę i pękłam. Pociekło mi trochę łez i pech chciał, że akurat wtedy wpadła do mojej sali położna sprawdzić co i jak. Zapytała się co się dzieje, czy coś mnie boli itd.. i w tym momencie się totalnie rozkleiłam. Byłam przerażona wizją nadchodzącej nocy, ponieważ na obchodzie lekarz uznał, że nie muszę dostawać już leków przeciwbólowych i mam sobie jakoś radzić bez tego, bo karmienie piersią powoduje, że substancje z leków dostają się też do organizmu dziecka. A ja miałam w głowie świadomość, że tej nocy Oliwka zostanie już przy mnie, że zdjęli mi cewnik i będę musiała wstawać w nocy do toalety czy żeby przewinąć dziecko lub podać cyca. Dodatkowo pamiętałam, że poprzedniej nocy obudziłam się z bólem brzucha, który nie pozwalał mi zasnąć i kiedy chciałam wezwać pomoc, okazało się, że dzwonek przy łóżku to tylko niedziałająca atrapa. Poprosiłam wtedy współlokatorkę, żeby przeszła się powiedzieć, że proszę o leki przeciwbólowe, ale niestety wróciła z niczym, bo na oddziale było całkiem cicho i pusto. 

No i masz.. miałam być dzielna i poważna, a poczucie skazania na samą siebie i strach przed bólem spowodował, że totalnie zmiękłam. A myślałam, że tym razem ominą mnie poporodowe doły, bo już raz rodziłam, mam dziecko, większe doświadczenie itd. Niestety rozkleiłam się i czułam się z tym bardzo źle, bo nie widziałam tam żadnej innej płaczącej kobiety. Miałam wrażenie, że jestem jak dziecko, które nie umie sobie poradzić ze swoimi emocjami. No cóż... teraz już wiem, że gdybym zaszła trzeci raz w ciążę, to nie uchronię się w szpitalu przed chwilami zwątpienia. Widocznie taka moja uroda. 
Na szczęście wspomniana noc była do przeżycia. Dostałam w końcu trochę paracetamolu i jakoś funkcjonowałam. Co prawda mało spałam, ale dałam sobie jakoś radę ze wstawaniem, a i Oliwka grzecznie współpracowała i przebudziła się tej nocy tylko raz na cycowanie :) .   


DZIEŃ TRZECI

Wstałam w dobrym humorze i czekałam na męża, który miał mnie odwiedzić. O 10 rano na obchodzie dowiedziałam się, że moja rana ładnie wygląda, goi się, dziecko jest zdrowe i mam wracać do domu 0_0 (!) . Lekko w szoku zapytałam lekarza "Już? Dzisiaj?" i kiedy to potwierdził poczułam mega radochę. Okazało się, że mają mało miejsca w szpitalu, a kolejne kobiety są chętne do rodzenia. Po godzinie 15.00 byłam już w domu. Cierpiałam jeszcze trochę później, ale co w domu to w domu :) 

      I tyle z mojej porodowej przygody! Cieszę się, że mam to już za sobą, że rana i plecy bolą coraz mniej i że dochodzę do siebie. Raduje mnie też fakt, że Jacuś nie jest w ogóle zazdrosny o nowego członka rodziny. Kiedy zobaczył Oliwię bardzo się ucieszył i pogłaskał ją po głowie mówiąc "oooo dzidzi ciacy!". Codziennie rano jest nią na nowo zachwycony, chętnie pomaga przy jej kąpaniu, dzieli się swoją kołderką, obstawia ją swoimi zabawkami i wzywa mnie głośno kiedy mała zapłacze:
" O nie! Mama dzidzi ała!!!" :P :) . 

P.S. mam mega chęć coś ulepić! Spodziewajcie się, że za jakiś tydzień - dwa, kiedy przestanę czuć ból pleców, pojawi się mój pierwszy twór po porodzie :) .  

Póki co pozdrawiam i dziękuję za pamięć i masę gratulacji, 
które od Was dostałam! :)
Pa! Pa!
Do napisania! 


20 komentarzy:

  1. Wielkie gratulacje i niech się zdrowo chowa. Mała jest prześliczna i fajnie że ma takiego opiekuńczego brata. A co do paniki to chyba towarzyszy każdej mamie świeżo po porodzie, rodziłam pięć razy i zawsze dopadał mnie stres i panika, dobrze że mija. Pozdrawiam Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej..no to rzeczywiście.. jak po pięciu porodach dalej jest stres i panika to czuję się usprawiedliwiona :) Dziękuję! I Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Jesteś bardzo dzielna! Gratuluje córci :-) Śliczna!

    OdpowiedzUsuń
  3. Też muszę trochę nad małą pojajciać! Ajajaj jaki słodziak!! :) Piękna, śliczna, cudowna! Gratuluję serdecznie, niech się zdrowo chowa i żyje w zgodzie z bratem - oby został już nią taki zachwycony :D Cóż mogę Ci powiedzieć? Brawo, kawał (całe 57cm!) dobrej roboty :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Serdecznie gratuluje i duzo zdrowka! Sliczna corcia i dzielna mama :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! :) Mogłam być dzielniejsza, ale i tak nie było źle ;)

      Usuń
  5. Serdeczne gratulacje! Zdrówka dla was obu i niech się zdrowo chowa:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję, śliczna córeczka. Jesteś dzielna i silna. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje. Córcia śliczniutka i faktycznie ma bardzo bujną czuprynkę.
    Szybko wracaj do zdrowia,

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam twój blog. I przy okazji zapraszam na swojego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. http://asiekmisiek.blogspot.com/2014/05/ruchomy-bannerslider-na-bloggerze.html czy ten kod jest darmowy? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zazdroszczę długości trwania baby bluesa! Jedna noc! Bardzo bym chciała przeżywać go tak krótko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy Jacku to mam wrażenie, że to trwało z pół roku :P Z drugim dzieckiem jest już inaczej :)

      Usuń