Dyniogłówki z koronką

Witam! Powracam z kolejną porcją aniołków. Ciężko mi się je dzisiaj malowało, bo od wczoraj doskwiera mi ból pleców i ramion - zapewne od lepienia i noszenia syna na rękach. No ale koniec marudzenia. Ostatnio jestem bardzo szczęśliwą osobą :D. Mam radochę z tego, że w końcu zaczęłam lepić częściej niż trzy razy do roku i że udało mi się wysłać już kilkanaście sztuk moich radośników w świat :) . Martwi mnie tylko myśl, że niedzielny jarmark już tak blisko, a ja praktycznie nie mam już dyniogłówek. Chyba wybiorę się tam w następnym tygodniu, a w tym skupię się na odpoczynku i zbieraniu dobrej energii, żeby aniołki wychodziły jeszcze radośniejsze. A teraz zdjęcia najnowszych:















 

Zazdroszczę osobom, które mogą sobie pozwolić na lepienie za dnia, bez stresu, na luzie. U mnie cały proces powstawania aniołków to walka z czasem. Zaczynam o 21-22 wieczorem, kiedy Jacuś zasypia, kończę lepić zazwyczaj jakoś po północy. Rano o 6-7 biegam już za synkiem, a kiedy ma drzemkę około godziny 12, szybko ruszam malować dyniogłówki. I tak codziennie ostatnio. Niby nic, ale ciągle trzyma się mnie stres, albo że mały zaraz wstanie, albo że sama się nie wyśpię bo już późno.
No.. przynajmniej się nie nudzę...
Doceniajcie swoją wolność póki możecie!
Życzę Wam spokojnego dnia, bez bólu pleców :) . 
Do napisania!

21 komentarzy:

  1. Aniołki śliczne! Coś wiem na temat tego wyścigu z czasem bo u mnie proces lepienia i malowania wygląda bardzo podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana aniołki są genialne!!!! ja zazdroszcze Ci, że w ogóle coś lepisz bo u mnei totalny zastój ostatnio w tym kierunku :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,zapraszam po nominacje bloga;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ale są pozytywne! zielony mi wydaje się najpiękniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie IDENTYCZNIE!!!!! Maluje jak mała zasypia i chodzę na palcach żeby spała jak najdłużej żeby cokolwiek zrobić za dnia, a wieczorami już jestem tak padnięta, że mam średnio siły na lepienie, a co dopiero mówić o malowaniu!! i tylko nasłuchuje, czy córcia lamentuje za mamą czy nie- ciągły stresor......a potrafi się budzić kilka razy w nocy!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. P.S. i jeszcze Ci napiszę Joasiu, że nic się nie martw bólem pleców- przejdzie! Ja nabawiłam się ostatnio przesilenia nadgarstków z ugniatania ciasta:))))ból przeokropny! i jeszcze dodam że Twoje laleczki, to jedne z najbardziej uroczych jakie gdziekolwiek widziałam, a szwędam się po blogach tu i tam i trochę już się naoglądałam! Twoje są TOP!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to, że przejdzie :) Może się moje plecy przyzwyczają. Nadgarstek pewnie też daje nieźle czadu :/ . Dziękuję za pochwałę! Twoje są obłędne! Dopracowane i te piękne oczka <3

      Usuń
  7. śliczności cieszę się razem z Tobą ;))))). Ja mam egzaminy więc czasu na lepienie też brakuje.
    pozdrawiam i głowa do góry będzie dobrze a właściwie już jest dobrze i tak trzymać .
    pa pa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrych wyników na egzaminach! :D

      Usuń
  8. śliczne , wcale nie dziwi że rozchodzą się jak ciepłe bułeczki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna,radosna gromadka:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mi się podobają dyniogłówki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Są przerozkoszne :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne te aniołki, takie oryginalne. Super te buźki im wymyśliłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Są fantastyczne!!! Z przyjemnością zostaję obserwatorką bloga :))))
    Pozdrawiam, Ania
    http://handmade-ania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Dyniogłówki są fantastyczne!!!! Jestem nimi oczarowana :)))
    Nie wiem dlaczego wcześniej do Ciebie nie trafiłam...
    Z pewnością zostanę na dłużej i doskonale Cię rozumiem bo ja tez pracuję w taki sam sposób jak Ty ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowne, wręcz hipnotyzujące. Tego mi właśnie było trzeba, tej pozytywnej energii, kolorów i słońca. Dziękuję, naprawdę mistrzostwo osiągnęłaś tymi aniołkami:-)

    OdpowiedzUsuń